Reklama

Twarz Jezusa w twarzy dziecka

2018-06-28 10:24

Urszula Buglewicz
Edycja lubelska 26/2018, str. I

Paweł Wysoki

Przedszkole Integracyjne Niepubliczne Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego im. bł. o. Gwidona w Lublinie istnieje już od 50 lat

Złoty jubileusz pracy z dziećmi stał się okazją do modlitwy i spotkania integracyjnego sióstr, przedszkolaków i ich rodzin, absolwentów oraz zaproszonych gości. Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. w kościele pw. św. Mikołaja, której przewodniczył abp Stanisław Budzik. – Dziękuję Bogu za jubileusz 50-lecia powstania przedszkola, które jest wzorcowo prowadzone przez siostry kanoniczki. Dziękuję za ich obecność, piękne świadectwo i bezcenną pomoc dla naszej parafii – mówił proboszcz ks. Piotr Kawałko. Radosne, rozśpiewane dzieciaki wraz z opiekującymi się nimi siostrami i wychowawczyniami przygotowały piękny program artystyczny, poświęcony Duchowi Świętemu i w modlitwie zawierzenia oddały Bogu przez dobre ręce Maryi wszystkie sprawy swojego przedszkola.

Z natchnienia Ducha Świętego

Jak mówi s. Agnieszka Radziwanowska, dyrektor przedszkola przy ul. Dymowskiego, atutem prowadzonej przez nią palcówki jest integracja. Przedszkole założone przez siostry kanoniczki dziś jest jednym z wielu, w których wspólnie bawią się i uczą dzieci zdrowe i niepełnosprawne, ale 50 lat temu była to jedyna taka placówka w mieście. – Przed laty siostry zaczynały pracę z dziećmi na Podwalu. Opiekowały się nimi w tzw. dziecińcu. W 1968 r. w naszych kronikach po raz pierwszy pojawiło się słowo „przedszkole”. Kilka lat później dom zakonny i przedszkole z ul. Podwale zostały przeniesione na ul. Dymowskiego, gdzie jesteśmy do dzisiaj – opowiada Siostra Dyrektor. – Nasze zainteresowanie dziećmi niepełnosprawnymi z pewnością jest zainspirowane powiewem Ducha Świętego. Przed laty, na prośbę rodziców chorych dzieci, zaczęłyśmy pomagać im w codziennej opiece. Z czasem okazało się, że taka praca ma sens, że przynosi dobre owoce. Dla nas wielką radością jest integracja, wzajemne zrozumienie i współdziałanie dzieci zdrowych i niepełnosprawnych, współpraca z rodzicami. Rozwijamy pasje i talenty wychowanków w 3 grupach przedszkolnych, by pokazać, że praca od najmniejszego ma głęboki sens; że wartości, na których budujemy, są ponadczasowe – mówi s. Agnieszka.

– Jubileusz to taka perełka, ale na laurach nie osiądziemy. Budujemy wzwyż; chciałybyśmy, żeby było jeszcze lepiej niż do tej pory – podkreśla Siostra Dyrektor.

Reklama

W przedszkolu jak w domu

Rodzice cenią sobie oddanie sióstr; rokrocznie zainteresowanie przedszkolem jest bardzo duże. Misją placówki jest wszechstronny rozwój dzieci na miarę ich potencjalnych możliwości, wychowanie w duchu miłości do Boga, bliźnich i ojczyzny, wspomaganie w rozwoju dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych oraz uczenie wrażliwości na potrzeby innych i gotowości do niesienia pomocy. – To przedszkole wartościowe, z piękną charyzmą. W latach 80. XX wieku sama byłam tu przedszkolakiem. Chociaż nie było wówczas tak dobrych warunków lokalowych jak dziś, mam z tego czasu same dobre wspomnienia. Szczególnie zapamiętałam oddaną nam s. Paschalisę – mówi Agata Koprianiuk-Sowińska. Najlepszym dowodem na potwierdzenie słów absolwentki są jej dzieci, które codziennie powierza opiece sióstr kanoniczek. Marta i Tomasz Borkowscy cenią sobie chrześcijański i integracyjny charakter placówki. – Dla nas ważne jest, że to samo dzieje się i w domu, i w przedszkolu: modlitwa, świętowanie różnych wydarzeń, szacunek dla drugiego człowieka. Tu nasze dzieci mogą harmonijne wzrastać, a mając kontakt z dziećmi niepełnosprawnymi, uczą się opiekuńczości i zrozumienia – podkreślają rodzice.

Wierne charyzmatowi

W jubileuszowym spotkaniu uczestniczyła matka generalna Maria Estera Kapitan. Jak przypomniała, kanoniczki są obecne w Lublinie od niemal 100 lat; do 1961 r. prowadziły gimnazjum i liceum dla dziewcząt. Gdy komunistyczne władze odebrały im możliwość kształcenia dziewcząt, otworzyła się przed nimi nowa rzeczywistość pracy, tym razem z młodszymi dziećmi.

– Praca wychowawcza wpisuje się w charyzmat naszego zgromadzenia, założonego przed 800 laty przez o. Gwidona. Nasz założyciel pochylał się nad biednymi, osieroconymi, chorymi i nienarodzonymi dziećmi. My w innej rzeczywistości staramy się robić to samo, dlatego prowadzimy przedszkola, domy dziecka i domy samotnej matki. W Lublinie prowadzimy przedszkole dla dzieci zdrowych i z dysfunkcjami; to wielka radość, że możemy pomóc rodzicom w wychowaniu i opiece nad dziećmi. Chociaż dziś łatwiej jest prowadzić takie dzieła, wyzwań nie brakuje. Jednym z nich jest brak czasu, także rodziców dla dzieci, dlatego staramy się jak najlepiej towarzyszyć rodzicom w codziennym wychowaniu dzieci – mówiła Matka Generalna.

Potrzeba serca

– Wszyscy potrzebujemy serca, potrzebujemy miłości. Kto wzrasta bez miłości, nie jest zdolny do odpowiedzialnego życia; kto nie zaznał miłości, ma trudności w nawiązywaniu relacji i więzi społecznych, w otwarciu się na bliźniego. Żyć po ludzku możemy tylko wtedy, gdy ktoś okaże nam serce – mówił abp Stanisław Budzik. Pasterz podziękował Zgromadzeniu Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego za to, że wierne charyzmatowi założyciela i wielowiekowej tradycji Kościoła w niesieniu miłości miłosiernej, pochylają się nad wszystkimi dziećmi i wraz z rodzicami troszczą o to, by wyrosły na świadomych obywateli, podejmujących troskę o rodzinę, ojczyznę i Kościół. – Przedszkole, prowadzone na wysokim poziomie, współpracuje z rodzicami i wykorzystuje najnowsze metody wychowania, równocześnie pozostając wierne najcenniejszym i wypróbowanym wartościom. Dziękujemy Bogu za wszystkie kanoniczki i osoby świeckie, które na przestrzeni

50 lat pracowały w Lublinie; prosimy za dzieci, by Duch Święty napełniał je radością i prowadził drogami życia. Dziękujemy Bogu za dobre serca rodziców, którzy troszczą się o wychowanie swoich dzieci i powierzają je w pewne ręce kanoniczek – mówił Ksiądz Arcybiskup. – Niech Maryja, która wyprasza miłosierdzie dla świata, wyprosi nam serca mądre, abyśmy słuchali Boga i chodzili drogą Jego przykazań, abyśmy z sercem na dłoni pełnili dzieła miłosierdzia wobec tych, którzy czekają na naszą pomoc i na uśmiech, abyśmy zobaczyli twarz Jezusa w twarzy dziecka – apelował Pasterz.

Tagi:
jubileusz przedszkole

Reklama

Piękno, cierpliwość i Boża ofiarność

2019-03-20 09:26

Karmelitanki
Edycja łódzka 12/2019, str. I

Ks. Paweł Kłys
S. Teresa od Jezusa

Siostra Teresa od Jezusa (Irena Draber) urodziła się w roku kanonizacji św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Jako młoda dziewczyna była zafascynowana jej duchowością i na tle swojej rodziny wyróżniała się pobożnością. Nic więc dziwnego, że po zakończeniu wojny rozpoznała swoje powołanie do Karmelu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jakbym mogła, tobym krzyczała na cały świat

2016-11-02 11:42

Wysłuchali: Magdalena Bartoszewicz i Paweł Kęska
Niedziela Ogólnopolska 45/2016, str. 25

Witam, mam na imię Klaudia, mam 23 lata, jestem studentką – studiuję na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, co zawsze było moim marzeniem, bo Kraków jest magicznym miejscem

Paweł Kęska

Choroba

Mama Klaudii: Kiedy Klaudia się urodziła, miała długie włosy. Wszyscy – zarówno ja, jak i mąż, i syn – byliśmy bardzo szczęśliwi. Kiedy miała 3 lata, zachorowała na zapalenie oskrzeli i wtedy zaczęła utykać na jedną nogę. Pani doktor zleciła jej rentgen. Okazało się, że w nodze coś jest, ale nie wiadomo co. Po miesiącu dostaliśmy skierowanie do szpitala na ortopedię. Najpierw trafiliśmy do Sieradza i tam zdiagnozowano u Klaudii ropień Brodiego, następnie trafiliśmy do Łodzi i musiałam się zgodzić na operację tej nogi. Ropy jednak nie było. Klaudii wyczyszczono kość i później lekarz zmienił diagnozę na dysplazję włóknistą kości. Nie znam się na medycynie i wydawało mi się, że lekarz ma rację, ufałam mu. Jednak po jakimś czasie noga zaczęła się wykrzywiać. Klaudia nie stąpała na tej nodze, więc pojechaliśmy do innego szpitala, też w Łodzi, i tam lekarz powiedział, że to nie jest ta choroba, że to co innego. Trafiliśmy następnie do Warszawy, do szpitala, i to już był koszmar – podejrzewali zapalenie kości, gruźlicę kości i wiele innych chorób. Tam Klaudia była leczona przez dłuższy czas. To w sumie 12 lat leczenia ze złymi diagnozami. Klaudia chodziła non stop w butach ortopedycznych. Noga rosła, kość w tej nodze była jakby większa, robiła się jak gąbka.

Zobacz także: Potrzebna proteza dla Klaudii!

Lublin

Był taki moment, że Klaudia bardzo źle się poczuła, dostała gorączki, noga bardzo ją bolała. Pojechaliśmy do szpitala. A tam lekarz powiedział, że nie przyjmie córki na oddział. Pytam: dlaczego, przecież ta noga ją boli, coś się dzieje, ma gorączkę, jest słaba... Odpowiedział, że nie ma miejsc, że trzeba zrobić rezonans, badania, ale u siebie, i że musimy wracać do domu. Byłam tak zrozpaczona, że nie wiedziałam, co mówić. Musiałam być jednak silna, żeby dziecko nie widziało, że matka jest słaba. Trafiliśmy do Otwocka, ale tam lekarz, gdy zobaczył te karty szpitalne i wyniki badań, to się przestraszył i kazał jechać do innego szpitala. Nie wiedziałam, co robić. Poleciłam Klaudii poszukać w Internecie szpitala, gdzie leczą zapalenie kości. Znalazła szpital w Lublinie. Leki już jej nie pomagały, noga coraz bardziej bolała. Zadzwoniłam do Lublina, odebrała sekretarka, bardzo się przejęła sytuacją Klaudii. Miałam zadzwonić do lekarza za 20 minut i to zrobiłam. Lekarz kazał nam przyjechać i obiecał, że wszystko będzie na nas czekało. Mówię do niego, że nie mam skierowania do szpitala, a on, że to nie ma znaczenia, on wszystko załatwi. Pojechałyśmy i rzeczywiście wszystko tam na Klaudię czekało. Byłam w szoku. Lekarz, z którym rozmawiałam, przyszedł i poznał Klaudię. Lekarze zapoznali się z historią całej jej choroby, ze wszystkimi dokumentami, zrobili jej zaraz rezonans magnetyczny, tomograf. Miała robione wlewy – nie wiem, na czym to polegało, ale widziałam, jak fatalnie to znosiła. Nic jej nie pomagało, było coraz gorzej. I wtedy właśnie ordynator zwołał konsylium. Cały czas byłyśmy informowane, co się dzieje. Podczas konsylium lekarze stwierdzili, że to zupełnie inna choroba niż to, co jest wpisane w całej dotychczasowej dokumentacji ze szpitali. Klaudii zrobiono biopsję. Lekarze upewnili się jedynie, że to choroba Recklinghausena, postać kostna. Amputację wykonano 14 stycznia 2009 r. Lekarze przygotowali Klaudię do amputacji i mnie chyba też. Córka mówiła lekarzowi, że chce znać prawdę. Powiedział, że to jest choroba nowotworowa, że amputacja uratuje jej życie. Była bardzo silna, to ona podjęła decyzję o amputacji, a miała wtedy 16 lat.

Kiedy rodzic widzi, jak jego dziecko cierpi, i nie może mu pomóc, to jest chyba najtrudniejsze, żeby w ogóle to przeżyć. Jakbym mogła, tobym krzyczała na cały świat. Ale nie mogłam, trzeba było wtedy wszystko dusić w sobie.

Proteza

Klaudia: Obecnie mam protezę, która ma 8 lat, i jak każda rzecz materialna ta proteza po prostu ulega zniszczeniu, zużywa się. Jest posklejana w różnych miejscach, by nadal się trzymała w jednym kawałku. Jestem zmuszona prosić ludzi dobrej woli o pomoc, bo nie stać mnie na sfinansowanie tak drogiej protezy.

W związku z wysokim kosztem protezy często ludzie pytają mnie, dlaczego ona jest taka droga; porównują to do zakupu mieszkania, auta, domu. Jest to dla mnie bardzo niezręczna sytuacja, ciężko mi w ogóle cokolwiek odpowiedzieć. Nie mam wpływu na to, ile kosztuje proteza. Kiedyś jeden mądry człowiek zapytał mnie, czy pytam tych ludzi: Na ile pani czy pan wyceniłby swoją nogę? I wtedy ten człowiek może się zastanowić, że tak naprawdę ta noga jest bezcenna, że dałby dużo więcej pieniędzy za swoją nogę. Myślę, że to jest dobra odpowiedź na to pytanie.

w przyszłości chciałabym założyć rodzinę, mieć męża, dzieci, nie wiem, kiedy to nastąpi. Marzę o zwykłym życiu. Może to jest dziwne, bo ktoś może sobie pomyśleć, że jego życie jest szare, a ktoś inny może o tym marzyć. Tymczasem takie codzienne szare życie kojarzy nam się z życiem bez problemów, bez cierpienia. Właśnie o coś takiego mi chodzi.

* * *

W serwisie: www.pomagam.caritas.pl prowadzimy zbiórkę na protezę dla Klaudii i będziemy ogromnie wdzięczni za każde jej wsparcie: pomagam.caritas.pl/potrzebna-proteza-dla-klaudii/.

Wpłat można dokonywać również na konto: Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526, z dopiskiem: „Krakow_Klaudia 240816”.

Reportaż przygotowany przez Program I Polskiego Radia we współpracy z Caritas został wyemitowany w radiowej Jedynce w audycji „Noc z reportażem” 31 października br.

Audycja „Noc z reportażem” – w każdy ostatni poniedziałek miesiąca po godz. 22.30.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Czaja: Z całego serca przepraszam

2019-03-21 19:58

Drogi Panie Dariuszu,

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

zwracam się do Pana tą drogą, ponieważ nie mam innej możliwości, a chcę się odnieść do słów Pana, które za pośrednictwem mediów skierował Pan w moją stronę.

Mój sekretarz i zarazem rzecznik Kurii Diecezji Opolskiej, ks. Joachim Kobienia wyjaśnił kolejny raz niektóre kwestie poruszone w Pana wypowiedzi. Mógłbym i ja, jeszcze coś dodać, ale nie to jest moim zamiarem.

Gorzkie słowa, jakie Pan skierował, wraz z mamą, w moją stronę, staram się zrozumieć i odczytuję je jako wyraz ogromnego bólu i cierpienia, i wielkiej traumy, które są pochodną straszliwego czynu pedofilii, którego dopuścił się wobec Pana, ks. Mariusz. Do tego doszły jeszcze rany związane z sytuacją w parafii, zwłaszcza niezrozumiała dla Pana modlitwa o zdrowie dla sprawcy. Chodzi o sytuację, która powstała jako nieprzewidziany rezultat obranej drogi dyskrecji, którą w dobrej wierze podjąłem, na prośbę Pana mamy. Jest mi bardzo przykro z tego powodu!

Z całego serca przepraszam Pana, podobnie jak w naszym pierwszym spotkaniu i w liście pasterskim, za to, czego dopuścił się wobec Pana ks. Mariusz. Przepraszam za wielką krzywdę, którą Panu wyrządził dopuszczając się przestępstwa pedofilii. Przykro mi też, że podjęta droga dyskrecji przysporzyła Panu, jeszcze więcej bólu i cierpienia.

Panie Dariuszu, boleję także bardzo nad stanem Pańskiego zdrowia i zarówno Panu, jak i mamie, oferuję konieczne wsparcie dla powrotu do pełni sił.

Szkoda, że odwołał Pan spotkanie, o które Pan prosił w środę popielcową. Być może udałoby się uniknąć tego wielkiego napięcia, które powstało. Ufam jednak, że Pan zachce się ze mną spotkać. Zawsze jestem gotów na takie spotkanie, w czasie którego mógłbym jeszcze raz, bardzo osobiście, Pana przeprosić. Niech Pan Bóg ma Pana w szczególnej opiece i uzdrowi wszelkie rany.

+ biskup Andrzej Czaja

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem