Reklama

Dom na Madagaskarze

Niezłomny kapłan: Ks. dr Józef Bieńkowski (1917- 2010)

2018-08-01 14:22

Janusz Stefaniak

Archiwum

Ks. Józef Bieńkowski urodził się 19 kwietnia 1917 r. we wsi Rosochate Kościelne (diecezja łomżyńska). Rodzicami przyszłego księdza byli: Helena z Mianowskich i Hipolit. Jak każde dziecko, a miał kilkoro rodzeństwa, pomagał w gospodarstwie rolnym. Rodzina była dość zamożna, ojciec miał wiele ziemi i nie żałował pieniędzy na wykształcenie dzieci. Życie ks. Józefa było bogate w wydarzenia.

Nie omijały go też burze i dramaty. Już w dzieciństwie wiedział co to znaczy wojna. Przeżył wiele momentów, które zagrażały jego życiu. Nie ukrywał swoich trudnych wypraw do rodzinnego domu w czasie II wojny światowej. Wiązały się one z koniecznością przekraczania granicy. Wspominał też o spotkaniach z Niemcami i sowieckimi żołnierzami oraz o spotkanych po drodze ludziach. Niemal cudem udało mu się uniknąć wywózki na Sybir, gdzie trafiła jego najbliższa rodzina i gdzie zmarli jego dziadkowie.

Gimnazjum ogólnokształcące ukończył w 1938 r. w Drohiczynie nad Bugiem. Po ukończeniu Seminarium Duchownego w Lublinie w styczniu 1944 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Mariana Fulmana. Był ostatnim kapłanem wyświęconym przez tegoż biskupa. Jego pierwszą placówką duszpasterską była parafia w Bełżycach. W 1950 r. ks. Józef został przeniesiony na etat prefekta w Bychawie. Jako nauczyciel religii był lubiany przez uczniów i szanowany. Tutaj jednak doświadczył boleśnie stalinowskich metod rządzenia. Miało to miejsce w 1954 r. przed samym egzaminem maturalnym. Wówczas to podczas jednej z uroczystości szkolnych uczniom nakazano zaśpiewać komunistyczną pieśń „Międzynarodówkę”. Jedna z uczennic zaintonowała, może przekornie, religijną pieśń „Pod Twoją obronę”. Po odśpiewaniu tej pieśni nastała złowroga cisza. Niezwłocznie odbyło się dochodzenie. Po wielu kłopotach uczennicy tej udało się zdać, nie bez trudności maturę. Ks. Bieńkowski stał się natomiast jako nauczyciel głównym podejrzanym, wręcz prowodyrem sprawy. W konsekwencji zgodnie z wolą władz zawieszony został w czynnościach nauczyciela religii. Nie bez trudności z czasem otrzymuje w Markuszowie etat nauczyciela religii. To smutne wydarzenie stało się dla niego swoistym egzaminem poprawności politycznej. Nie zważał jednak na czynione trudności i szykany. Od początku kroczył bowiem drogą prawdy i swego powołania. Jednocześnie dużo pracował nad sobą, dokształcając się, jak też prowadząc liczne badania naukowe. Zwieńczeniem tego wysiłku stała się obroniona w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim rozprawa doktorska. Kolejną placówką duszpasterską była parafia w Borowie. Bp lubelski Piotr Kalwa doceniając jego zmysł organizacyjny i niezłomny charakter powierzył mu tę placówkę w nadziei dokończenia budowy kościoła. Z tego zadania wywiązuje się bardzo dobrze. Wykazuje w pracy wiele zapału, energii i pomysłowości. Przebywa w tej parafii do 1957 r. W okresie tym nasilają się represje i szykany wobec Kościoła i wiernych. Punktem kulminacyjnym staje się aresztowanie we wrześniu 1953 r. Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jednocześnie księża zmuszani są do podpisywania różnorodnych deklaracji i wzywani na rozmowy do urzędów wyznaniowych. Klasyfikowano tam księży pod kątem ideowo-politycznym i deklarowanej postawy wobec Polski ludowej. Docelowo zamierzano całkowicie podporządkować sobie Kościół. Komuniści jednak nie zdołali przeprowadzić „rewolucji” personalnej wśród duchowieństwa. W tych niezwykle ciężkich czasach dla Kościoła i wiernych kuria biskupia w Lublinie w 1957 r. powierza ks. Bieńkowskiemu obowiązki administratora parafii Kazimierzówka.

Starania o świątynię w Świdniku (1957-1970)

Reklama

Dla ks. Bieńkowskiego rozpoczął się kolejny trzynastoletni etap pracy duszpasterskiej. Parafia w Kazimierzówce została erygowana 14 listopada 1947 r. przez ówczesnego bp. lubelskiego Stefana Wyszyńskiego. Z kolei bp Kałwa wiązał z ks. Józefem określone oczekiwania, powołania pierwszej świątyni w Świdniku. Powstanie w tym mieście dużego ośrodka robotniczego dodatkowo mobilizowało do tych działań. 1956 r. po tzw. „odwilży” pojawiły się nadzieje na realizacje budowy świątyni. Jednak wysyłane liczne delegacje wiernych do władz wojewódzkich, a nawet centralnych, nie przynosiły spodziewanych efektów. Ks. Bieńkowski nie ustawał w wysiłkach, aby wybudować kościół w Świdniku, bądź przynajmniej kaplicę. Tymczasem wielu świdniczan modliło się na Adampolu przy stojącej do dnia dzisiejszego kapliczce. Podczas majowych i czerwcowych nabożeństw wierni śpiewali pieśni religijne, a niektóre nabożeństwa odprawiał sam ks. Józef Bieńkowski. Podczas jednej z procesji, kiedy to wierni szli z krzyżem w nocy, zostali nakryci przez funkcjonariuszy SB. Doszło wówczas do wielu aresztowań i zatrzymań. Jednak mieszkańcy Świdnika nie poddawali się i organizowali następne miejsca modlitwy. Zorganizowany przez wiernych Komitet Budowy Kościoła grupował ludzi wielu profesji (lekarze, kolejarze, nauczyciele). Organizowali oni zbiórki pieniężne na Fundusz Budowy Kościoła. Niestety starania te nie przynosiły spodziewanych efektów. Również ks. Bieńkowski w licznych listach do władz państwowych wskazywał na problem braku świątyni w mieście. Sprawa ta nurtowała niemal wszystkich mieszkańców Świdnika. Zwracał się więc o jak najszybszą zgodę na budowę świątyni, bądź tylko kaplicy. Z drugiej strony nasilały się represje i szykany wobec kapłana i samych wiernych. Ks. Bieńkowski został zakwalifikowany do kategorii szczególnie „agresywnych wrogów PRL”. Materiały w lubelskiej delegaturze IPN zawierają liczne informacje (niekiedy i donosy) i oszczercze pomówienia nie tylko o ks. Bieńkowskim. Dotyczą one też wielu wiernych zaangażowanych w sprawę budowy świątyni.

W obronie wartości katolickich i patriotycznych

Ks. Józef świadomy był zagrożeń jakie niósł totalitarny system komunistyczny. Wychowanie dzieci w duchu materialistycznym trafnie odczytywał jako zamach na wartości katolickie i duchowe. W związku z tym pracę duszpasterską traktował jako służbę i obowiązek patriotyczny. Wartości te krzewił i propagował podczas kazań, lekcji religii, wizyt duszpasterskich, jak również podczas zwykłych rozmów. Wszyscy, którzy słuchali jego kazań, do dzisiaj są pod wrażeniem ujmujących słów, opartych głównie na Ewangelii. Nigdy nie mówił wprost o komunizmie jako ustroju, który niszczył Polskę. Mówił piękną polszczyzną, wykazując przy tym znajomość historii Polski i dziejów kultu maryjnego. Treści kazań kapłana były natomiast skrupulatnie analizowane przez tajnych współpracowników bezpieki. W jednym z takich donosów czytamy: „W sposób zamaskowany sieje wrogość do Polski Ludowej i nie przestrzega przepisów państwowych”. Kapłan był wielokrotnie wzywany na przesłuchania i rozmowy ostrzegawcze. Szczególnie krytykował postawę tzw. „postępowych księży” określając ich jako „odstępców” i „zdrajców”. Słusznie dostrzegał grożący problem „rozbicia Kościoła”. Głoszenie tak odważnych kazań wymagało niemałej odwagi. W kazaniu z 2 kwietnia 1961 r. ks. Bieńkowski stwierdził wręcz, że „Nikt z nas od wiary nie odstąpi. Nie pomogą knuty, ani Sybir”. Wypowiedź ta wywołała furię i wściekłość lubelskiej bezpieki. W 1960 r. w diecezji lubelskiej ukaranych zostało 62 księży, a wśród 5 najbardziej niepoprawnych i wrogich znalazł się ks. Józef Bieńkowski. Pomimo różnorodnych kar i upomnień, nie zaprzestał głosić odważnych kazań. W jednym z raportów bezpieki czytamy m.in.: „Proboszcz w Kazimierzówce, znany z negatywnej postawy wobec PRL, ostrzegany przez SB i karany administracyjnie stara się inspirować wiernych do wystąpień przeciwko władzy”.

Sprawa katolickiego wychowania dzieci i młodzieży była szczególnie ważna w pracy księdza. Jednak księża uznawani za „wrogów PRL” napotykali w swojej pracy na szczególne trudności. Nie otrzymywali żadnej pomocy ze strony państwa. Utrudnienia dotyczyły też miejsc, w których mogliby prowadzić lekcje religii. Ks. Bieńkowski był wielokrotnie karany administracyjnie za najdrobniejsze wykroczenia przepisów państwowych i wzywany na rozmowy profilaktyczne i ostrzegawcze. Od kiedy został proboszczem w Kazimierzówce był przedmiotem nieustannego zainteresowania lubelskiej bezpieki. Do jego rozpracowania przydzieleni zostali agenci i tajni współpracownicy. Przedmiotem szczególnego zainteresowania stała się nauka religii w punktach katechetycznych. W 1970 r. prezydium WRN w Lublinie zdecydowanie zażądało od bpa lubelskiego usunięcia ks. Bieńkowskiego z zajmowanego stanowiska. Pretekstem do odwołania kapłana stała się „szkodliwa działalność”, jak też „nielegalna zbiórka pieniężna” zorganizowana w punkcie katechetycznym w Świdniku.

Wieloletnie starania ks. Bieńkowskiego o pozwolenie na budowę kościoła w Świdniku zakończyły się niepowodzeniem. Czy jednak wysiłki te były daremne? Broniąc przez tyle lat katolickich i patriotycznych wartości, prowadząc katechizację dzieci i młodzieży w trudnych latach Polski komunistycznej kapłan ten zwalczał planowaną laicyzację mieszkańców Świdnika. Pomimo nieustannych szykan i represji odważnie głosił i nauczał życia zgodnego z Ewangelią i przykazaniami. Dawał wiernym czytelne i jasne wskazówki, jak przeciwstawiać się komunistom w walce z kłamstwem, złem i zniewoleniem. Było to o tyle ważne, iż Świdnik w założeniach strategicznych komunistów miał pozostać bez Boga i religii. Ks. Józef nie nosił w sercu nienawiści wobec swoich wrogów i osób, które go skrzywdziły. Nie starał się o status osoby pokrzywdzonej przez służby specjalne, ani o rozszyfrowanie kryptonimów donoszących na niego osób. Po latach, już w wolnej Polsce, kiedy otrzymał materiały z lubelskiego IPN, dotyczące jego osoby, nikogo nie oskarżył. Milczenie tego już sędziwego kapłana było wymowne.

Po opuszczeniu Kazimierzówki w 1970 r. ks. Józef pracował jako administrator w parafiach: Gołąb (1970-79), Łuszczów (1979-82) i Bystrzyca (1982-89). W 1989 r. ks. Józef Bieńkowski przeszedł na zasłużoną emeryturę. Zamieszkał w Domu Księży Emerytów w Lublinie. Dalej jednak, w miarę sił, starał się jeszcze pomagać księżom, m.in. w katedrze lubelskiej. Zmarł 19 kwietnia 2010 r. i pochowany został w rodzinnym grobowcu w Lublinie na cmentarzu przy ul. Unickiej.

Janusz Stefaniak

Wybrana bibliografia:

Archiwum parafii pw. NMP Matki Kościoła w Świdniku, Kronika Parafii

Instytut Pamięci Narodowej, Oddział w Lublinie, Teczka ks. Józefa Bieńkowskiego, sygn. 173/168

Stefaniak J., Ojcowie Kościoła w Świdniku, Lublin-Świdnik 2011

Tagi:
ludzie sylwetka

Sprawiał, że lecieliśmy wysoko

2018-12-11 12:41

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 10-11

„Polityka nie musi być wredna” – często powtarzał 41. prezydent USA – George Herbert Walker Bush, który zmarł 30 listopada 2018 r. Mawiał też: „Co zrobiłem dobrze, a co źle – zdecydują historycy”

wikipedia.org
George Herbert Walker Bush, jak podkreślają jego przyjaciele, znajomi, ale też konkurenci polityczni, był człowiekiem niezwykłego formatu

George Herbert Walker Bush odszedł w otoczeniu najbliższej rodziny i przyjaciół. Podczas kolejnego kryzysu w chorobie nie chciał wracać do szpitala, wolał umrzeć w domu. Powiedział, że chciałby już spotkać się ze swoją zmarłą przed siedmioma miesiącami żoną. Także z córeczką, która odeszła, gdy miała trzy lata.

Bliscy o prezydencie Bushu

Jego przyjaciele, znajomi, ale też konkurenci polityczni powtarzają, że był człowiekiem niezwykłego formatu. Lojalny, uczciwy, koleżeński. Podkreślają, że zawsze szukał dobra w każdej osobie. O swojej pracy dla kraju mówił: „Służba innym jest służbą do końca życia”.

Niezwykle pracowity i rzetelny. Grzeczny. Dziękował innym za to, że z nim byli. Zawsze uprzejmy dla swoich współpracowników – zarówno tych, którzy zajmowali najwyższe stanowiska w Białym Domu, jak i tych, którzy stali najniżej w hierarchii. W polityce był konsekwentny i – jak podkreślają politycy z innych państw – był najwyższych lotów dyplomatą. W swoich notatkach były prezydent Francji François Mitterrand nazwał George’a Busha mistrzem dyplomacji. A przy tym był człowiekiem o wielkim poczuciu humoru.

Syn 41. prezydenta USA – George W. Bush, 43. prezydent Stanów Zjednoczonych, często odwoływał się do tego, co powtarzał jego ojciec: „Nie może być tak, że dzieciom zostawimy po sobie większe auto czy większy dom. Trzeba im zostawić przyjaźń, miłość. System wartości”. – Uczył nas również, że służba publiczna jest niezbędna i że można służyć w sposób uczciwy, będąc przy tym wiernym takim wartościom, jak wiara i rodzina. Prezydent USA w podobnym tonie pisał w biografii poświęconej ojcu, zatytułowanej: „41 – portret mojego ojca – książka syna George’a H. W. Busha”. Podobnie mówił Jon Meacham, historyk, zdobywca Nagrody Pulitzera, a zarazem biograf zmarłego prezydenta, w książce: „Przeznaczenie i moc: amerykańska odyseja George’a Herberta Walkera Busha”. Jego przemówienie podczas pogrzebu prezydenta w katedrze było pełne admiracji i niekłamanego podziwu.

– Sprawiał, że lecieliśmy wysoko – powiedział podczas pogrzebu republikański senator Mitch McConnell. – Była w nim dobroć – podkreślił z kolei obecny wiceprezydent Mike Pence w wypowiedzi dla jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych. Był też prostolinijny. Zapytany podczas jednego z wywiadów, czy to właśnie wybór na prezydenta był najszczęśliwszym dniem jego życia, bez wahania odpowiedział: „Najszczęśliwszym dniem był ten, kiedy wróciłem z wojny”.

Kiedy przegrał rywalizację z Billem Clintonem, kandydatem demokratów, nie obrażał się na świat i na rywala, ale odchodząc z Białego Domu, zostawił swemu następcy list: „Drogi Billu. Życzę Ci, żebyś zaznał tu szczęścia. (...) Czekają Cię trudne chwile. Jeszcze trudniejsze z powodu krytyki, którą uznasz za niesprawiedliwą. Nie jestem dobry w dawaniu rad, ale nie zniechęcaj się, nie zbaczaj z obranej drogi. Gdy będziesz czytać ten list, będziesz już naszym prezydentem. Życzę Tobie i Twojej rodzinie wszystkiego dobrego. Twój sukces będzie sukcesem naszego kraju. Powodzenia”.

Podobnie się zachował, kiedy jego syn George W. Bush został 43. prezydentem USA. Syn wspominał o tym w wypowiedzi dla stacji telewizyjnej CNN: – To nie była misja: młody Bush na prezydenta, ale to była misja: jak najlepiej służyć Stanom Zjednoczonym. Jak ulepszyć ten kraj. Były 43. prezydent podkreślił, że według jego ojca, trzeba dawać społeczeństwu wszystko, co ma się najlepsze.

Jak wspominają bliscy zmarłego prezydenta, jego odpowiedzialność za kraj wynikała w dużym stopniu z tego, że był człowiekiem wielkiej wiary. Mówił też o tym biskup, a zarazem przyjaciel rodziny – Michael Curry podczas Mszy św. w narodowej katedrze Kościoła Episkopalnego w Waszyngtonie. Z kolei przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych kard. Daniel N. DiNardo napisał po śmierci George’a H. W. Busha: „Z wdzięcznością wspominamy tego wielkiego człowieka, który bezinteresownie poświęcił życie w służbie swej ojczyzny. Będąc niezłomnie zaangażowanym w budowanie mostów pokoju i zapewnianie naszemu narodowi wolności, był także natchnieniem dla wielu, jako oddany mąż, ojciec i patriarcha rodziny”.

„Przez swą autentyczność, rozbrajający czar i niezłomne oddanie wierze, rodzinie i ojczyźnie prezydent Bush zainspirował całe pokolenia swych rodaków, poświęcających się służbie publicznej, by stać się, używając Jego własnych słów, «tysiącem świetlnych punkcików», oświetlających wielkość oraz nadzieję i możliwości, jakie Ameryka daje światu. (...) Obdarzony trzeźwym osądem, zdrowym rozsądkiem i spokojem znamionującym przywódcę prezydent Bush poprowadził naród amerykański i świat ku pokojowemu i zwycięskiemu zakończeniu zimnej wojny.

Jako prezydent położył podwaliny pod dziesięciolecia dobrobytu, jakie później nastąpiły. Mimo tych wszystkich osiągnięć zachował pokorę, podążając za głosem powołania, które wyznaczało mu jasny kierunek. Zapamiętamy prezydenta Busha za życie w służbie dla ojczyzny, ale też za oddanie rodzinie – zwłaszcza Barbarze, miłości Jego życia. Jego przykład wciąż żyje i będzie nadal inspirował kolejne pokolenia Amerykanów do osiągania wielkich celów” – napisał po śmierci Busha prezydent Donald Trump.

Potrzebny Panu Bogu

George Herbert Walker Bush urodził się 12 czerwca 1924 r. Ukończył prestiżową Phillips Academy i zrobił sobie „prezent” urodzinowy wstąpieniem do wojska w czasie II wojny światowej. Służył jako pilot w lotnictwie marynarki wojennej. Brał udział w wielu misjach, z których kilka do dzisiejszego dnia uważanych jest za tajne. Podczas jednej z wypraw jego samolot został zestrzelony. Zginęli dwaj jego koledzy. On sam po kilku godzinach niemal beznadziejnego zmagania się z wodnym żywiołem został uratowany. Jak sam później wielokrotnie mówił: „Widać byłem do czegoś jeszcze Panu Bogu potrzebny na tej ziemi”.

Po wojnie, w 1945 r., poślubił Barbarę Pierce, z którą przeżył ponad 73 lata. Urodziło im się czterech synów i córka. W tym też czasie podjął studia ekonomiczne na prestiżowym Yale University, a następnie zatrudnił się w przemyśle naftowym. Z czasem założył własną firmę. Z początkiem lat 60. ubiegłego wieku zajął się też działalnością polityczną, wiążąc się z Republikanami do końca życia. Stopniowo zdobywał kolejne szczeble kariery. Zasiadał w Izbie Reprezentantów, sprawował misję ambasadora przy ONZ, był też szefem CIA. W latach 1981-89, za kadencji Ronalda Reagana, jak sądzono, osiągnął szczyt kariery, pełniąc funkcję wiceprezydenta USA. Jednak nie. Został 41. prezydentem USA. Przegrał walkę o drugą kadencję, ale jak pisał Jon Meacham, osiągnął to, czego nikt od czasu Martina Van Burena w 1836 r. nie dokonał: wygrał wybory jako dotychczasowy wiceprezydent.

Niech patrzą na Polskę

Przez dwie kadencje swojej wiceprezydentury George Herbert Walker Bush zajmował się m.in. sprawami polskimi, zwalczając wspólnie z Ronaldem Reaganem sowieckie imperium zła. Kiedy więc przyjechał do Polski po raz pierwszy, w 1991 r., mówił o naszych problemach z dużym znawstwem. W trakcie swojego przemówienia w Stoczni Gdańskiej prezydent Bush przywołał odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 r. Powiedział, że jej fundamentem były nadzieja i ciężka praca. Dziękował również polskiemu narodowi oraz ludziom Solidarności za „odwagę, mądrość i cierpliwość w walce o niepodległość kraju”. Dawał Polskę jako przykład innym narodom na to, jak mądrze zdobywać wolność. I jak można „zmieniać marzenie w rzeczywistość mimo wielkich przeciwności”. „Dziś do tych, którzy myślą, że nadzieje mogą być na trwałe stłamszone, mówię: Niech patrzą na Polskę! Tym, którzy uważają, że wolność może być na zawsze odebrana, mówię: Niech patrzą na Polskę! Do tych, którzy myślą, że marzenia mogą być trwale stłumione, mówię: Popatrzcie na Polskę”.

Podczas kilkuminutowej rozmowy w rezydencji ówczesnego ambasadora USA w Warszawie prezydent Bush powiedział do nas, dziennikarzy: „Najtrudniejsze jest przed wami. Bo wy, jako dziennikarze, ze szczególnie wielką odpowiedzialnością i przezornością, a zarazem odwagą powinniście wznosić swój kraj. By nie zburzyć tego, co już zostało zbudowane”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Czy kremacja zwłok jest niezgodna z wiarą chrześcijańską? (2)

Ks. Krzysztof Graczyk
Edycja włocławska 31/2003

Kzenon/pl.fotolia.com

Na podstawie przedstawionej wcześniej nauki Kościoła trzeba stwierdzić, że chrześcijańska praktyka grzebania ciał ludzi zmarłych opiera się na prawdzie o integralnym odkupieniu nas przez Chrystusa Pana, który kiedyś wskrzesi ciała zmarłych i obdarzy je chwałą zmartwychwstania. Wyraźne stanowisko Kościoła zostało przedstawione w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego, obowiązującym od 1983 r. Można więc na podstawie przepisów prawnych zawartych w tej kodyfikacji stwierdzić, że kremacja nie jest zabroniona, ale lepszy jest tradycyjny pogrzeb: "Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. Nie zabrania jednak kremacji, jeśli nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej" (1176 § 3).
Patrząc przez pryzmat historii chrześcijaństwa, kremacja była wielokrotnie potępiana przez Kościół katolicki, ponieważ wiązała się z wiarą w to, że po śmierci wszystko się kończy. Mentalność ta uległa zmianie. I w obecnym czasie Kościół uznaje, że kremacja jest "dziś często pożądana, nie z powodu nienawiści wobec Kościoła lub obyczajów chrześcijańskich, ale jedynie z racji związanych z higieną, racji ekonomicznych czy innego rodzaju, w płaszczyźnie publicznej czy prywatnej" (Instrukcja Świętego Oficjum, a obecna nazwa: Kongregacja ds. Nauki Wiary, 1963). Innymi słowy można stwierdzić, że Kościół katolicki uznaje kremację, ponieważ pozwala ona zachować warunki higieny, zdrowia publicznego i stanowi rozwiązanie trudności z pozyskiwaniem terenów na cmentarze. Kremacja, pomijając motywacje natury ideologicznej, daje się pogodzić z wiarą chrześcijańską i formami pobożności związanymi z okazywaniem szacunku wobec ciała zmarłego: "Rzeczywiście, spalenie (kremacja) zwłok, jako że nie dotyczy duszy i nie przeszkadza Bożej Wszechmocy w odbudowaniu ciała, nie zawiera sama w sobie, ani nie przyczynia się w sposób obiektywny do zaprzeczenia tym dogmatom" (Instrukcja Świętego Oficjum, 1963), tj. zmartwychwstania ciał i nieśmiertelności duszy. Wymiar paschalny (śmierć i zmartwychwstanie) kremacji jest taki sam jak zwykłego pochówku (pogrzebanie) - to, co ulega przemianie w proch czy popiół, przeznaczone jest do zmartwychwstania. Zresztą nikt nie jest w stanie stwierdzić, że w momencie zmartwychwstania użyta zostanie ta sama materia, to samo ciało, które posiadamy w obecnym życiu. Dlatego też zmartwychwstanie nie będzie nowym początkiem starego sposobu istnienia, lecz nową rzeczywistością, nowym życiem.
Trzeba ostatecznie powiedzieć, że Kościół nie zabrania stosowania kremacji, ale poleca w dalszym ciągu pobożny zwyczaj grzebania ciał zmarłych, ponieważ posiada on pewne znaczenie, którego niestety pozbawia kremacja. I tak złożenie ciała w ziemi przypomina, że śmierć jest snem, w którym oczekujemy przebudzenia, i który jest związany ze zmartwychwstaniem. Ponadto trzeba podkreślić, że w języku biblijnym pogrzeb jest znakiem ludzkiej ograniczoności i przemijalności: "wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!" (Rdz 3, 19). I jeszcze w innym miejscu: "Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo spoczęło na synach Adama, od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich" (tj. ziemi: Syr 40, 1). Bez ulegania pokusie dosłownej interpretacji Pisma Świętego przywołane powyżej fragmenty bardziej wskazują na pochówek niż na kremację.
Wielu ludzi pyta: Czy pochówek nie może być uważany za pozostałość przestarzałej mentalności lub pełnej przesądów i tylko zewnętrznej otoczki czci dla ciała zmarłego? Przecież po co czekać, aby nastąpił rozkład zwłok, gdy można osiągnąć ten sam stan poprzez ich spalenie (kremację)? Otóż trzeba mocno powiedzieć, że takie myślenie nadaje kremacji znaczenie ideologiczne, oczywiście inne niż to antychrześcijańskie i antyreligijne znane z przeszłości, ale zawsze nie do przyjęcia. Pochówek to wybór naturalności rozkładu ciała ludzkiego, ale to nie znaczy, że należy uważać go za naturalistyczny i irracjonalny. Chodzi tu przecież o ludzką wrażliwość i zwyczaj, który dla wierzącego posiada długą tradycję, uznawaną także dziś za rozsądną. Psychiczny opór ludzi wobec kremacji (wybiera ją mniejszość) nie może być traktowany jako opóźnienie rozwoju kultury w danym społeczeństwie. Należy szanować tych, którzy proszą o kremację, ale trzeba również nabrać dystansu wobec informacji na ten temat i wobec presji namawiania do jej stosowania. Ludzka i chrześcijańska pietas wymaga, by zarówno w przypadku kremacji, jak i pochówku szanowano zwłoki zmarłych, a obrzędy były otwarte na nadzieję zmartwychwstania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: służyć Panu to słuchać i wprowadzać Jego Słowo w czyn

2019-01-20 12:34

st (KAI) / Watykan

„Służenie Panu to słuchanie i wprowadzanie Jego Słowa w czyn” – powiedział papież w rozważaniu poprzedzającym niedzielną modlitwę „Anioł Pański”. Ojciec Święty komentując czytany dzisiaj fragment Ewangelii (J 2, 1-11), opisujący cud w Kanie Galilejskiej podkreślił, że programem życia chrześcijanina jest wypełnianie zalecenia Matki Jezusa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Margita Kotas

Na wstępie Franciszek zauważył, że nieprzypadkowo na początku życia publicznego Jezusa umiejscowiona jest ceremonia zaślubin, ponieważ w Nim Bóg poślubił ludzkość. „Jezus objawia się jako oblubieniec ludu Bożego, zapowiedziany przez proroków i objawiający nam głębię relacji, która nas z Nim jednoczy: jest to nowe przymierze miłości” – stwierdził papież. Dodał, że przemieniając wodę w wino Jezus przemienił Prawo Mojżeszowe w Ewangelię niosącą radość.

Następnie Ojciec Święty zwrócił uwagę na kluczowe słowa cytowanego fragmentu – wypowiedziane przez Maryję do sług w Kanie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. „Służenie Panu to słuchanie i wprowadzanie Jego Słowa w czyn. Jest to proste i istotne zalecenie Matki Jezusa, program życia chrześcijanina” – wskazał Franciszek. Papież zakończył swoje rozważanie wezwaniem: „Niech Najświętsza Dziewica pomoże nam pójść za jej zachętą: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie», abyśmy mogli w pełni otworzyć się na Jezusa, rozpoznając w codziennym życiu znaki Jego ożywczej obecności”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem