Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Góra Katedralna w Chełmie - historia i współczesność

2018-10-09 21:56

Tadeusz Boniecki

Tadeusz Boniecki
Pod bazyliką chełmską otwarto krypty

W Chełmie odbyła się debata na temat historii Góry Katedralnej. Uczestniczyli w niej naukowcy z różnych dziedzin nauki, pasjonaci historii oraz mieszkańcy miasta. Organizatorem konferencji „Góra Katedralna w Chełmie. Pomiędzy współczesnością, historią i archeologią” była parafia pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Chełmie oraz Urząd Miasta Chełm. Patronat nad konferencją objęli: abp Stanisław Budzik, prezydent Chełma Agata Fisz oraz Prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Jerzy Duszyński.


Przyszłość pełna dialogu

Konferencja miała na celu ukazanie Chełma jako znaczącego ośrodka europejskiego w okresie średniowiecza. Jej pierwszy dzień odbył się w dawnej kaplicy biskupów unickich czyli obecnej Sali Różańcowej. Uczestniczył w niej m.in. abp Stanisław Budzik i bp Krzysztof Nitkiewicz z Sandomierza. Przybyłych na konferencję uczestników i patronów powitał proboszcz ks. Andrzej Sternik. - Stajemy się uczestnikami historycznego wydarzenia, bo takim jest organizowana po raz pierwszy nasza konferencja - mówił.

Reklama

Otwierając spotkanie, abp Stanisław Budzik podkreślił wielkie znaczenie sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej dla całej archidiecezji. - Kiedy przybyłem siedem lat temu do diecezji, po raz pierwszy odkryłem to miasto. Wówczas zauważyłem, że świątynia na Górze Chełmskiej jest drugą najważniejszą po świątyni katedralnej. Cieszę się, że konferencja pomoże nam odkryć ogromne bogactwo tego miejsca. Bogactwo archeologiczne, historyczne, lecz przede wszystkim duchowe bogactwo wiary. Bogactwo wspólnot, które na tym wzgórzu się modliły: prawosławnej, unickiej i rzymskokatolickiej. Te wszystkie wspólnoty łączy cześć do obrazu Matki Bożej Chełmskiej. Kult Matki Bożej jednoczy wszystkie chrześcijańskie wyznania, zwłaszcza te o tradycji wschodniej. Niech wstawiennictwo Maryi, Boże błogosławieństwo a przede wszystkim moc Ducha Świętego natchnie serca wszystkich uczestników pragnieniem jedności i pokoju, abyśmy mogli czerpać z trudnych doświadczeń Chełmszczyzny i Góry Katedralnej. Umiejmy odnajdywać to, co nas łączy, jednoczy i uczy budować przyszłość pełną zrozumienia i dialogu - mówił Ksiądz Arcybiskup.

Konferencja składała się z sześciu sesji. W pierwszej części noszącej tytuł „Kościół na pograniczach etnicznych i kulturowych” referaty wygłosili przedstawiciele różnych wyznań chrześcijańskich. Bp Krzysztof Nitkiewicz, ordynariusz diecezji sandomierskiej, mówił o początkach podziału w Kościele. Skupił się na przedstawieniu przyczyn podziałów wśród wczesnochrześcijańskich wspólnot oraz błędnych doktrynach i różnicach natury dogmatycznej, liturgicznej i prawnej, które doprowadziły do późniejszych podziałów. Wspomniał o roli cesarza Konstantyna w rozwoju religii chrześcijańskiej. Mówił też o decyzjach podejmowanych przez pierwsze Sobory Kościoła mających na celu przeciwdziałanie podziałom. Przybliżył funkcjonowanie Kościołów lokalnych założonych przez Apostołów lub ich uczniów np. w Azji Mniejszej, Antiochii, Jerozolimie, Indiach. - Najpoważniejszy rozłam w Kościele nastąpił w 1054 r., kiedy doszło do podziału między Konstantynopolem a Rzymem. Wówczas nastąpiło zerwanie jedności. Jedynym Kościołem który na Wschodzie zawsze pozostał w jedności z papieżem był Kościół maronicki w Libanie. Dzisiaj wschodnich katolickich Kościołów, które są w jedności z papieżem, mamy w sumie 23. Jako ostatni dołączył ostatnio Kościół erytrejski. Przyczyny podziałów zostawiamy historykom, a my modlimy się o jedność - mówił Ksiądz Biskup.

W tej części sesji uczestnicy wysłuchali jeszcze wystąpień ks. mitrata Stefana Barucha, który mówił o misji Kościoła greckokatolickiego na ziemi chełmskiej oraz ks. mitrata Jana Łukaszuka, proboszcza parafii prawosławnej w Chełmie, który przybliżył misję Kościoła prawosławnego na ziemi chełmskiej.


Czas przemija, ale nie zapominamy

Zwieńczeniem pierwszego dnia konferencji była Msza św. odprawiona w sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej przez abp. Stanisława Budzika i bp. Krzysztofa Nitkiewicza. Eucharystia była połączona z modlitwą ekumeniczną za osoby spoczywające w kryptach pod bazyliką. W homilii abp Stanisław Budzik mówił m.in. o wartości ludzkiej egzystencji. - Czas przemija nieubłagalnie. Przyszłość w jednym momencie staje się teraźniejszością i natychmiast zapada się w przeszłość. Nikt nie potrafi przywrócić chwil, które minęły. Na różne sposoby chcemy je ocalić. Przechowujemy w sercu i pamięci serdeczne wspomnienia, przyjazne ludzkie twarze. Chwile wielkie i znaczące. Ale i tak nie potrafimy się przeciwstawić fali przemijania. Bo jak mówił Kohelet, marność nad marnościami i wszystko marność. Nasze wspomnienie wiernych Kościoła prawosławnego, rzymskiego i unickiego, wpisane w historię Góry Chełmskiej, jest dowodem na to, że nie zapominamy. Sięgamy pamięcią do przeszłości i z wielką pieczołowitością odnajdujemy i zachowujemy świadectwa dawnej kultury i wiary. Poznając dzieje naszych przodków, chcemy się uczyć jak budować naszą teraźniejszość i przyszłość - mówił Ksiądz Arcybiskup.

Bezpośrednio po Mszy św. wszyscy przeszli w procesji do krypt pod bazyliką. Tam Metropolita Lubelski poświęcił krypty i odmówił modlitwę za pochowanych w nich zmarłych. Była też okazja do zwiedzenia krypt i obejrzenia eksponatów odkopanych w tym miejscu przez archeologów. Jednym z najważniejszych odkryć było znalezienie pierścienia herbowego biskupa unickiego Skarbka Porfiriusza Ważyńskiego, bohatera Powstania Kościuszkowskiego na Ziemi Chełmskiej. Było też nakrycie głowy tzw. mitra biskupa z wyhaftowanymi postaciami świętych oraz rękawiczki. Krypty zostały udostępnione dla zwiedzających przez cztery dni i odwiedziło je ponad 500 osób. Jak zapewniał proboszcz ks. Andrzej Sternik, do czasu zakończenia ostatecznych prac archeologicznych w sezonie wakacyjnym krypty będą udostępnione zwiedzającym raz w miesiącu.


O archeologii i miejscu pojednania

Kolejne dwa dni konferencji był również bogate w treści. Obrady odbywały się w Chełmskiej Bibliotece Publicznej im. Marii Pauliny Orsetii przy ul. Partyzantów. Sesję drugą poprowadziła Stanisława Rudnik. Jako pierwszy z wykładem wystąpił ks. Andrzej Sternik. Mówił o funkcjach, misji i zadaniach wypełnianych przez parafię pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny na Górze Katedralnej w Chełmie. O świętej ikonie Matki Bożej Chełmskiej opowiadała Krystyna Mart, dyrektor Muzeum Ziemi Chełmskiej im. W. Ambroziewicza. - Ikonę Matki Bożej Chełmskiej szczegółowo opisał biskup unicki Jakub Susza w XVII w. „Obraz na drzewie cyprysowym jest malowany. Malowanie tego obrazu jest misterne. Twarz u Panny i Matki Bożej w skromności poważna, w powadze straszna i w strachu jakoś przyjemna, a serca ludzie przenikająca i do nabożeństwa wzbudzająca”. Wiemy że chełmska oryginalna ikona, która obecnie znajduje się w Łucku na Ukrainie, ma wymiary 95,5 cm na 66,5 cm - wyjaśniała K. Mart.

Kolejnym mówcą w tej sesji był Robert Kozyrski z KUL. Po nim było jeszcze wystąpienie Stanisławy Rudnik, która ukazała zmieniająca się zabudowę Góry Katedralnej w Chełmie. Trzecią sesję konferencji poprowadził Zygmunt Gardziński z PWSZ w Chełmie, który jednocześnie przybliżył uczestnikom spotkania początki i rozwój kultu religijnego na Górze Katedralnej. Popołudniowa sesja konferencji była poświęcona głównie badaniom interdyscyplinarnym bazyliki chełmskiej. Stanisław Gołub, od lat prowadzący badania archeologiczne krypt pod bazyliką, przedstawił wyniki swoich czteroletnich prac. Z kolei Jerzy Łukomski, archeolog ze Lwowa, przypomniał najstarsze dzieje świątyni Daniela Romanowicza aż do współczesnej bazyliki. Z wynikami badań archeologicznych na Wysokiej Górce w Chełmie zapoznał uczestników sesji Tomasz Dzieńkowski z UMCS. Badania były prowadzone pod kierunkiem prof. Andrzeja Buko z Instytutu Archeologii PAN w Warszawie. Uczestnicy konferencji wysłuchali też referatu prof. Radosława Dobrowolskiego, geologa z UMCS w Lublinie na temat pierwotnego krajobrazu Góry Katedralnej. Dzięki prezentacji zgromadzeni mogli przenieść się kilkadziesiąt milionów lat wstecz, do czasów gdy obecne tereny Chełma zalewało morze. Uczestników zaciekawiła również prezentacja Piotra Preisa ze Stowarzyszenia Archeologów Jutra Warszawie, który przedstawił nowoczesne metody dokumentacji fotogrametrycznej krypt pod bazyliką. Widocznym efektem tych badań była m.in. prezentacja wykonanych techniką komputerową w 3D krypt pod bazyliką chełmską. W trakcie trwania konferencji uczestnicy poszukiwali również właściwych rozwiązań do utworzenia na Górze Katedralnej w Chełmie „Centrum Dialogu Religii” miejsca - symbolu pojednania na styku kultur Wschodu i Zachodu. O tym mówił m.in. Paweł Wira z delegatury chełmskiej Lubelskiego Urzędu Ochrony Zabytków. W dyskusji uczestnicy zgłaszali też potrzebę szerszego pokazania licznych zabytków pozyskanych z dotychczasowych badań prowadzonych zarówno na Górze Chełmskiej jak i w kryptach pod bazyliką. Postulowali, aby w Chełmie znaleźć odpowiednie miejsce do eksponowania tychże zabytków.

Tagi:
Chełm krypty

Jasna Góra – miejsce pamięci narodu

2018-10-31 08:30

Magda Nowak
Edycja częstochowska 44/2018, str. I

Biuro Prasowe Jasnej Góry
Jasnogórskie krypty

Tylko raz w roku, od uroczystości Wszystkich Świętych do końca listopada, pielgrzymi nawiedzający Jasną Górę mogą wejść do XVII-wiecznej krypty w podziemiach Kaplicy Matki Bożej. Przez wieki chowani byli w niej mnisi paulińscy. Klasztor od początku pełnił funkcję nekropolii – był miejscem grzebania zasłużonych duchownych i świeckich, dobrodziejów sanktuarium.

W krypcie, w niszach wykutych w skale, w 36 wnękach grobowych spoczywają m.in. generałowie Zakonu i przeorowie Jasnej Góry. Można pomodlić się w niej przy grobach trzech wybitnych generałów paulińskiego Zakonu. Pierwszy z nich to o. Pius Przeździecki – niezłomny wobec władz carskich, trzy razy przez nie usuwany z Jasnej Góry, raz nawet na Syberię, za to, że z wielką gorliwością prowadził działalność duszpasterską i społeczną w trudnym okresie niewoli narodowej. Drugim jest o. Piotr Markiewicz, wybitny kaznodzieja i wzór zakonnika zatroskanego o duchowość współbraci. I trzeci – o. Alojzy Wrzalik, opatrznościowy człowiek na nieludzkie czasy niemieckiego i sowieckiego zniewolenia, utalentowany wychowawca młodych pokoleń. Zanim zejdziemy do krypty, stojąc przed jej schodami, spójrzmy jeszcze w lewą stronę. W bocznej ścianie Kaplicy Matki Bożej zobaczymy podświetloną niszę, w której mieści się urna z prochami bohaterskiego paulina, obrońcy Jasnej Góry przed Szwedami – o. Augustyna Kordeckiego. W Kaplicy są także płyty nagrobne świeckich dobrodziejów, np. Heleny z książąt Wiśniowieckich Warszyckiej i Stanisława Warszyckiego, wojewody mazowieckiego i kasztelana krakowskiego. Krypty znajdują się również w bazylice jasnogórskiej. Tam także pochowani zostali paulini oraz osoby świeckie zasłużone dla sanktuarium.

Ojcowie Paulini chowani byli na Jasnej Górze do 1968 r. Od tego czasu ich ciała składane są na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie, gdzie znajdują się dwa paulińskie grobowce – z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej i z figurą Chrystusa Zmartwychwstałego.

Jasna Góra to również miejsce pamięci o bohaterach narodowych. W Kaplicy Pamięci Narodu znajduje się ziemia przesiąknięta krwią narodu polskiego – zebrana z pól bitewnych, miejsc, gdzie toczyły się walki podczas powstań narodowych, wojen światowych, ziemia z Katynia czy kopalni „Wujek”.

Podczas oktawy uroczystości Wszystkich Świętych, czyli od 1 do 8 listopada, można, wypełniając odpowiednie warunki, uzyskać odpust zupełny i ofiarować go w intencji zmarłych. W jasnogórskim sanktuarium można również zamówić wypominki za zmarłych. Msza św. z wypominkami odprawiana jest przez cały listopad. Wypominki przyjmowane są w zakrystii i w punktach zamawiania Mszy św.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak podejmować dobre decyzje? Jak stawać się podobnym do Jezusa?

2018-12-18 10:30

salvenet.pl

W cyklu #BoskieMyśli dr Anna Saj, świecka misjonarka w ramach katolickiego Instytutu Ewangelizacji Świata ICPE Misja, dzieli się swoim doświadczeniem wiary i przybliża receptę na zmianę postrzegania świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem